Prasa o meczu z Gawinem

Na nasiąkniętym niczym gąbka boisku Gawin i Chrobry nie stworzyli wielkiego widowiska. Bliżsi zwycięstwa byli jednak królewscy, którzy dwukrotnie trafili w słupek. Bramkarz Chrobrego Sławomir Cuper miał też inne okazje, aby zaprezentować swoje umiejętności.

Pierwsza odsłona nie była w stanie rozgrzać tysiąca zziębniętych kibiców, którzy w sobotnie popołudnie zjawili się na stadionie w Królewskiej Woli. Jesienna aura i nasiąknięta po obfitych opadach murawa nie była również sprzymierzeńcem zawodników obu drużyn. Na boisku najczęściej rządził przypadek, a sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo. Zaczęło się jednak obiecująco, bo już w 3. minucie na indywidualną akcję zdecydował się Giza, który ograł w narożniku boiska Herbusia, ale po jego strzale Cuper był na posterunku. Bramkarz Chrobrego był nie tylko tego dnia dobrze dysponowany, ale i sprzyjało mu szczęście. W 6. min. po faulu na Mrozie rzut wolny z ponad 20 metrów egzekwował Kołodziej. Pomocnik Gawina przymierzył mocno, jednak piłka trafiła w słupek. Później gra się wyrównała, ale tempo spadło i dopiero po półgodzinie gry oglądaliśmy kolejną ciekawą akcję. Po dośrodkowaniu Kołodzieja z lewej strony Piątkowski skierował piłkę do siatki. Zawodnik próbował skopiować wyczyn słynnego Argentyńczyka Diego Maradonny, który na mistrzostwach świata w 1986 roku strzelił ręką bramkę Anglii. Sędzia Michał Leśniewski z Poznania był jednak czujniejszy niż prowadzący tamto spotkanie Tunezyjczyk Ben Naceur i nie uznał gola, a Piątkowskiego ukarał żółtą kartą.
Po zmianie stron gra obu drużyn się nie zmieniła. To Gawin znów śmielej zaatakował, a sporo ożywienie w szeregi gospodarzy wniósł wprowadzony na lewą flamkę debiutant Marcin Mazurek Wychowanek klubu z Królewskiej Woli już przy swoim pierwszym kontakcie z piłką mógł wpisać się na listę strzelców, ale minimalnie chybił. W 57. min. gospodarze egzekwowali kolejny w tym meczu rzut wolny. Tym razem do piłki podszedł Kołodziej, ale po jego strzale piłka niczym zaczarowana zamiast do siatki trafiła w słupek. Po godzinie gry ocknęli się przyjezdni. W 69. min. z dobrej strony pokazał się Cackowski, który dokładnie dośrodkował na pole karne do Sybisa, ale ten trafił w boczną siatkę. Tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego o losach spotkania mógł przesądzić Piątkowski, który dopadł do piłki w zamieszaniu pod bramką Chrobrego. Niesygnalizowany strzał napastnika Gawina instynktownie obronił Cuper. Nic dziwnego, że po zawodach lepsze humory panowały w obozie gości. – Mimo trudnych warunków atmosferycznych, udało nam się zagrać dobry mecz. To jednak Gawin miał więcej okazji na zdobycie bramki i dlatego z remisu jestem zadowolony – stwierdził trener głogowian Romulad Kujawa.

źródło: Słowo Sportowe

Bezbramkowym remisem zakończył się inauguracyjny mecz Chrobrego z trudnym rywalem z Królewskiej Woli. Spotkanie nie było porywającym widowiskiem.
Warunki do gry oba zespoły miały wyjątkowo ciężkie. Niemal na całej płycie boiska po kostki zalegała woda. Przeprowadzanie płynnych akcji było praktycznie niemożliwe, a piłka wielokrotnie zatrzymywała się na grząskiej murawie. W pierwszej części spotkania optyczną przewagę mieli gospodarze. Już w 6 min przed szansą na zdobycie gola stanął Sławomir Kołodziej, ale uderzona przez niego piłka trafiła w słupek. Głogowianie w tej części gry nie oddali ani jednego celnego strzału.
Po przerwie zawodnicy obu drużyn lepiej radzili sobie na trudnym boisku i mecz był ciekawszy. Stało się to za sprawą Chrobrego, który nieco przyśpieszył grę i osiągnął lekką przewagę. Sytuacji strzeleckich było jednak, jak na lekarstwo. Pierwsze groźne uderzenie zaliczył dopiero w 70 min Bartłomiej Sybis, ale piłka minimalnie minęła słupek.
Dwie minuty przed końcem umiejętności Sławomira Cupera sprawdził Mateusz Piątkowski, ale głogowski bramkarz nie dał się zaskoczyć. Warto odnotować, że w głogowskim zespole z powodu kontuzji nie grało trzech podstawowych zawodników: Maciej Soboń, Tomasz Trznadel i Paweł Kwiatkowki. Z urazem grał również Remigiusz Smolin.

źródło: Gazeta Lubuska