Trznadel: Nie jesteśmy spokojni

Tomasz Trznadel, jako jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy Chrobrego, mówi o sporej niepewności względem zbliżającej się wielkimi krokami rundy wiosennej, co i nas nie napawa optymizmem. Prezentujemy w całości wywiad z pomocnikiem „pomarańczowo-czarnych”, który przeprowadziło Słowo Sportowe.

Gdy do Chrobrego przyszedł trener Zbigniew Mandziejewicz, pan przestał być asystentem szkoleniowca. To przypadek?
Zapewniam, że sprawa nie ma drugiego dna. Funkcję asystenta sprawowałem oficjalnie przez rok przy Romualdzie Kujawie. Kiedy przyszedł Wojciech Drożdż, to byłem asystentem już tylko nieoficjalnie. W praktyce odpowiadałem za przeprowadzanie rozgrzewki czy ćwiczeń rozciągających na treningach. Nie brałem udziału w rozpracowywaniu rywali. Teraz drugim trenerem jest pan Machaj i nie ma w tym żadnej sensacji. Ze Zbigniewem Mandziejewiczem znam się dobrze, bo jako jeden z niewielu w naszym zespole pamiętam go jeszcze, kiedy po raz pierwszy pracował w Głogowie.

Czyli na razie nie myśli pan o pracy trenerskiej?
Nie myślę, bo mam jeszcze na to czas. Chcę się skoncentrować na grze w Chrobrym, bo wszystko wskazuje na to, że czeka nas bardzo trudna wiosna. O szkoleniu młodzieży pomyślę później.

Przed sezonem mówiło się, że linia pomocy Chrobrego powinna być jedną z najsilniejszych w III lidze, a tymczasem nie udźwignęliście tej odpowiedzialności.
Z perspektywy czasu widać, że rzeczywiście nie było z tym najlepiej. Sami liczyliśmy, że będzie dobrze. Z Heniem Cackowskim było, jak było. Od razu uprzedzę następne pytanie i powiem, że nic nie wiedziałem na temat jego gry w dwóch klubach jednocześnie. Nie mam do niego pretensji, ale przez to na pewno nie dawał drużynie tyle, ile mógł. Teraz to już płacz nad rozlanym mlekiem, choć myślę, że można go było uniknąć. Mieliśmy też sporo problemów z kontuzjami. Maciek Soboń, który był przymierzany do gry w środku z pola, z konieczności musiał grać w obronie. Te wszystkie zawirowania nie wpływały na nas dobrze. Ja też nie byłem do końca zadowolony ze swojej formy. Zresztą z nami było tak, jak w tym powiedzeniu: biednemu zawsze wiatr w oczy wieje. Brakowało nam szczęścia i nawet kiedy wydawało się, że jesteśmy blisko zdobycia punktów, to kończyło się fatalnie.

Podobno wiosną będziecie w takiej formie, że rozbijecie rywali w pył…
Też słyszałem, że mamy być rycerzami wiosny. Szkoda tylko, że na razie niewiele się robi, żeby nam w tym pomóc. Postawmy sprawę jasno i powiedzmy sobie szczerze, że na razie mamy słabszy skład niż jesienią. Odszedł od nas przecież Piotrek Błuaciak, który nie dość, że był liderem, to jeszcze zdobywał sporo bramek. Nie będzie z nami też Heńka Cackowskiego, o którym można teraz mówić najgorsze rzeczy, ale to był nasz kapitan, lider i znaczył dla nas bardzo wiele. Trenują z nami Tomek Kosztowniak i Rafał Kopaniecki, ale to trochę mało. Bardzo się cieszymy, że są dwaj nowi zawodnicy, ale nawet do końca nie wiemy, czy są już piłkarzami Chrobrego. Potrzebujemy jeszcze wzmocnień, bo bez tego ciężko walczyć o coś więcej niż utrzymanie. To powinni być zawodnicy, którzy od razu wywalczą sobie miejsce w składzie, a nie będą uzupełnieniem braków kadrowych.

Czyli w tym składzie czekają was wiosną problemy?
Nie wiem dlaczego, ale utarło się przekonanie, że mamy spory potencjał i bez problemów powinniśmy walczyć o wyższe cele. Tymczasem nie wszystko jest w nogach piłkarzy. Oczywiście, że razem z trenerem odpowiadamy za wyniki, ale przecież trzeba też zapewnić nam podstawowe sprawy organizacyjne. Mam nadzieję, że z ludźmi z nowego zarządu współpraca będzie się nam układać lepiej niż pod koniec kadencji starego, bo było już bardzo źle. Jeśli wszystko będzie dograne, to nam również będzie łatwiej.

Łatwiej, czyli kibice mogą być jednak spokojni?
Spokojni to nawet my nie jesteśmy, bo tabela wygląda, jak wygląda. Mamy mało punktów, a do tego runda wiosenna jest krótka i nawet nie można się rozpędzić. Do tego dochodzą spekulacje związane z ewentualnymi rozstrzygnięciami afery korupcyjnej, a to nam nie pomaga. Wciąż słyszymy, że kilka klubów ma być zdegradowanych. Wymienia się zespoły z II ligi. Nie wiem np. czy Piast Gliwice albo Górnik Polkowice miałyby spaść o klasę niżej, czy też spotkałaby je inna kara. Jeśli spadną o klasę niżej, to w ten sposób polecą inne zespoły z III ligi. Pytań jest bardzo dużo, a ja nie wyobrażam sobie, żebyśmy odpowiadali za nieswoje błędy. Dlaczego mielibyśmy spaść, skoro nie zrobiliśmy nic złego? Takich pytań jest więcej. Szykuje się więc ciekawa runda wiosenna.

źródło: Słowo Sportowe