Wynik mniej przekonujący niż gra

Choć zgromadzona przy Wita Stwosza publiczność długo martwiła się o końcowy wynik meczu z Unią Żary, to jednak tak naprawdę nie miała wielkich ku temu powodów. Przewaga głogowian nie podlegała dyskusji i w zasadzie bramki dające zwycięstwo, które z kolei przekłada się na poprawę sytuacji w ligowej tabeli, były kwestią czasu.

Obie ekipy do sobotniego meczu przystąpiły w uszczuplonych kadrach. Po stronie głogowian zabrakło aż trzech piłkarzy z podstawowego składu. Za żółte kartki pauzowali Remigiusz Smolin i Mateusz Niedźwiedź, a ostatni mecz do karnego odsiedzenia na trybunach miał Kamil Szczęśniak. Ponadto z gry z do końca sezonu wykluczony jest Marek Jabłoński, a jakby tego było mało, nie wszyscy, którzy biegali po boisku, czuli się w pełni sił i zdrowia.

Głogowianie szybko przejęli inicjatywę i długimi momentami nawiedzali gości w ich połowie. W 10. minucie z ostrego kąta na długi słupek uderzał Jarosław Gad, ale zrobił to minimalnie niecelnie. 120 sekund później z ok. 20 metrów z woleja przymierzył Łukasz Filipiak, ale i jemu zabrakło precyzji. W 19. minucie szczęścia poprzez strzał z dystansu szukał Michał Bukraba, jednak opadającej piłce daleko było do wylądowania jeszcze przed bramką. Gracze Chrobrego często posyłali prostopadłe piłki na wysuniętego Konrada Węglarza, lecz napastnik MZKS-u był szczelnie obstawiony przez obrońców Unii, z którymi przegrywał rywalizację w powietrzu. Pomarańczowo-czarni postawili na swoim w 24. minucie. Futbolówkę w narożniku boiska ustawił Damian Ałdaś i precyzyjnie posłał ją w pole karne. Do niej najwyżej wyskoczył Michał Bukraba, nie dając żadnych szans na skuteczną interwencję broniącemu w Unii Pawłowi Szokalukowi. Przyjezdnym ciężko było dojść do głosu. Dwukrotnie wychodzili na czystą pozycję, ale za każdym razem w górę wędrowała chorągiewka sędziego liniowego. W jednym przypadku zdecydowali się na płaskie uderzenie z dalszej odległości, przy którym najmniejszych problemów nie miał Michał Długosz. Jednak szczęście i tak się do nich uśmiechnęło. W 31. minucie akcję konstruowali głogowianie. Tę przerwał zawodnik z Żar, wślizgiem posyłając gałę daleko do przodu. W całej sytuacji najwięcej przytomności zachował Szymon Zboralski i uciekając obrońcom Chrobrego znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem MZKS-u, w której ostatecznie okazał się lepszy. W tej części meczu szalę zwycięstwa na swoją korzyść mógł przechylić jeszcze Łukasz Filipiak, lecz z pola karnego uderzył wprost w bramkarza, po czym futbolówka opuściła boisko. W 43. minucie po walce o piłkę nieszczęśliwie na rękę upadł Sebastian Horodyski i zaczął zwijać się z bólu. Na murawę musiała wjechać karetka, która przetransportowała piłkarza gości do szpitala. Tam okazało się, że defensor Unii doznał złamania. Grę wznowiono po ok. 10 minutach, ale nic konkretnego już się nie wydarzyło.

Mimo zaledwie remisu, to pomarańczowo-czarni byli zdecydowanie żywszym i aktywniejszym zespołem. Nie tyle przewaga, co szukanie ładnych rozwiązań akcji dawały spore nadzieje na to, że Chrobry punktów nie straci, ale trener Jarosław Wielgus wolał dmuchać na zimne. W szatni nie przebierał w słowach, a zawodnicy głogowskiego klubu opuszczali ją w bojowych nastrojach. Niekiedy futbol opiera się na detalach. Np. po zachowaniu przymierzającego się do wykonania rzutu karnego piłkarza można ocenić to, czy strzeli, czy jednak spudłuje. Natomiast po zachowaniu obu jedenastek przy wzajemnych pokrzykiwaniach na siebie można było dojść do wniosku, która ma w sobie więcej werwy i rządzy zwycięstwa. W tym aspekcie przewaga zdawała się być po stronie Chrobrego, choć ten drugiej odsłony nie zaczął najlepiej. Długo nie potrafił rozmontować defensywnych szyków przyjezdnych. Dopiero w 59. minucie bliski szczęścia był skaczący do piłki Łukasz Filipiak, jednak to samo uczynił Szokaluk i zdołał jeszcze wybić gałę na rzut rożny. Po jego wykonaniu doskonałą okazję miał stojący nieopodal dalszego słupka Piotr Błauciak. Chciał zmieścić futbolówkę między słupkiem a bramkarzem, ale ten wyczuł jego intencję i raz jeszcze uratował swoją drużynę. Wstrzelić nie mógł się także Konrad Węglarz w 67. minucie, bo golkiper Unii w tylko sobie wiadomy sposób wybronił uderzoną głową piłkę. Trzy minut później sprawiedliwości stało się za dość, gdy Węglarz po zamieszaniu w polu karnym z kilku metrów zdobywał swoją 11. bramkę w sezonie. W 75. minucie strzał Krystiana Kowalskiego z dystansu wybronił jeszcze Szokaluk, ale w 90. pozostał bez najmniejszych szans. Wspomniany Kowalski huknął z ok. 30 metrów, gała wpadła niemal w samo okienko i jeszcze było słychać jak otarła się o siatkę. O takich golach mówi się, że to bramka życia. Wcześniej Adam Filbier w pojedynku 1 na 1 z golkiperem gości minął rywala, ale został jeszcze zahaczony o nogę i runął na murawę. Sędzia jednak nie zareagował. Chrobry zasłużenie wygrał 3:1, a rezultat pojedynku w żadnym stopniu nie oddaje tego, co działo się sobotniego popołudnia na boisku.